sobota, 28 listopada 2015


 Upięłam włosy w luźnego koka i cicho otworzyłam drzwi, nasłuchują czy ktoś nie idzie. Weszłam do kuchni.
 - Nie ma soku? - zapytałam, opierając się o drzwi lodówki.
 - Jest w szafce. Dobrze się czujesz? - powiedziała mama.
 - Mówisz to tak, jakbym była chora psychicznie. - stwierdziłam z uśmiechem. Schyliłam się do szafki i wyjęłam sok pomarańczowy. Nalałam trochę do szklanki i rozsiadłam się wygodnie na krześle. Popatrzyłam na nich. Mama starała się skupić uwagę na jedzeniu. Wyglądała na przejętą. Ręce jej się trzęsły. Po śmierci taty stała się nerwowa. Bała się. Bała się o mnie.
 Przeniosłam wzrok na Max'a. Obserwował z uwagą każdy mój ruch. Zatrzymałam szklankę w połowie drogi do ust i uśmiechnęłam się do niego drwiąco. Upiłam łyk napoju i odstawiłam na stół.
 - Może odprowadzę cię do drzwi? - zaproponowałam. Wciąż się uśmiechałam.
 - Jess! Nie bądź niegrzeczna! - oburzyła się mama.
 - Ach.. przepraszam. Milady, odprowadzić cię do drzwi? - mówiąc to, wstałam i ukłoniłam się teatralnie. Max wybuchnął śmiechem a mama kipiała ze złości.
 - Myślę, że sam bym trafił do drzwi, i myślę, że jestem płci męskiej. Ale twoje towarzystwo jest zawsze mile widziane, mrs Jessie. - powiedział zniżonym głosem. Przewróciłam oczami i ruszyłam do drzwi. Czekałam aż ubierze swoje trampki. Wyszedł na werandę, a ja już miałam zamknąć drzwi kiedy zablokował je nogą.
 - Pogadajmy. - powiedział z błagalnym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami.
 - Mów.
 - Na osobności. Wyjdziesz? - wskazał ogródek. Nasunęłam buty i krzyknęłam mamie, że zaraz wrócę.
 - Więc... co chciałeś? - przerwałam niezręczną ciszę, gdy szliśmy w kierunku stawu.
 - Chciałem się dowiedzieć... jak się czujesz? Zamknęłaś mi drzwi przed nosem i nie było cię jakeś 20 minut.
 - Aha. Czyli wyciągnąłeś mnie z domu tylko po to? Chciałeś się dowiedzieć, jak się czuję?
 - Tak.
 - Super! - stanęłam. - Czuję się wyśmienicie! Ile razy będziesz o to pytał? Bo nie rozumiem twojej troski. Nagle stałeś się taki poważny?
 - Ja zawsze jestem poważny. - podszedł bliżej i pochylił się. Odeszłam do tyłu, ale on podążył za mną. Uderzyłam plecami w drzewo.
 - Serio? Jakoś tego nie zauważyłam. - skwitowałam. Starałam się, żeby nie dostrzegł mojego strachu. Tak, zaczęłam się go bać. W głębi duszy pociągało mnie to w nim...
 - No dobra - uśmiechnął się i położył dłonie po obu moich stronach, odcinając mi drogę ucieczki. - Nie zawsze jestem poważny.
 - Na przykład teraz? - uniosłam brwi i spojrzałam na jego wargi, które wyginały się w uśmiechu.
 - Teraz jestem całkowicie poważny, mała.
 - Nie nazywaj mnie tak.
 - Dlaczego? - jego uśmiech stał się szerszy.
 - Bo mi się to nie podoba.
 Teraz jego wargi rozciągały się od ucha do ucha. Pochylił się i dotknął wargami moich warg. Zagłębił pocałunek. Przebiegł mnie dreszcz. Położyłam ręce na jego brzuchu. Odsunął się na chwilę i szepnął mi do ucha:
 - A to ci się podoba?
 Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo znowu zaczął mnie całować. Jego ręce znalazły się pod moją bluzką, a ja cicho jęknęłam z bólu. Odsunął się.
 - Przepraszam. Zapomniałem. - powiedział.
 - Nie szkodzi... - powiedziałam niepewnie. Nie mogłam mu teraz patrzeć w oczy. Nie po tym co się stało. - Pójdę już.
  
* * *
 
 W nocy miałam problem z zaśnięciem. Przewracałam się z boku na bok, odkrywałam i przykrywałam, ale nic nie pomogło. Dochodziła 3:32 kiedy poczułam wibracje koło głowy. Pokój rozświetlił telefon. Wyciągnęłam rękę i spojrzałam na wyświetlacz.
 - Jezu. - mruknęłam, widząc nadawcę wiadomości.
"Też nie możesz spać? Po naszym "małym sekrecie"?" - prawie się uśmiechnęłam. Prawie. "Śmieszny jesteś.". "A jednak nie śpisz. Coś Cię dręczy, mała. Dobrze myślę CO?". Zastanowiłam się chwilę nad odpowiedzią i uśmiechnęłam się: "Dręczy mnie to, że Twój mózg jednak pracuje. Szkoda, że w nocy...". Odpowiedź przyszła niemal natychmiast: "W nocy mówisz... Masz coś na myśli?". "Takie: Ty, ja, twoja sypialnia? Wybij to sobie z głowy.". "Wiem, że tego chcesz." Aha... czyli doszło do tego, że on lepiej wie czego ja chcę? "No niestety, Twój mózg jednak nie pracuje... Mój błąd.". Zadzwonił. On zadzwonił do mnie o wpół do czwartej. Przesunęłam palcem po ekranie.
 - Śmieszny jesteś, wiesz? - powiedziałam szeptem.
 - Mam przyjść?
 - Po co?
 - No wiesz...
 - NIE! Przestań! - przerwałam mu. Zakryłam ręką usta. Mama śpi a ja krzyczę na cały głos. Super. Oby się nie obudziła.
 - No przestań udawać, że nic do mnie nie czujesz.
 - Powtórzę: śmieszny jesteś.
 - Wiem.
 - Skoro wiesz... paaaaa. - przeciągnęłam wyraz, żeby zrozumiał, że nie mam ochoty na pogaduchy z nim.
 - Jess... - wyszeptał. Użył mojego imienia. Nie powiedział "mała". Może jednak coś do niego dotarło?
 - Słucham..
 - Możemy pogadać? Jutro?
 - "Pogadać"? Źle to się kończy. Nie jestem zainteresowana twoją propozycją.
 I rozłączyłam się. Rzuciłam telefon na bok, zakryłam twarz poduszką i wsłuchiwałam się w wibracje. Dzwonił co najmniej dziesięć razy. Do szóstej rano zdążył zadzwonić kolejne dziesięć. 6:12 wstałam z łóżka. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i ubrałam się w dżinsową koszulę, czarne legginsy i białe skarpetki z misiami. Uwielbiam je. Włosy znowu upięłam w koka w "artystycznym nieładzie" i zeszłam do kuchni. Zrobiłam kanapę z szynką, herbatę i usiadłam w salonie. Obejrzałam początek jakiegoś beznadziejnego filmu o wampirach. Straciłam 20 minut mojego nędznego życia. Myłam naczynia, gdy nagle ktoś położył ręce na blacie między moimi rękoma a talią. Odwróciłam się z przerażeniem. Spojrzałam na twarz napastnika.
 - Czy ty jesteś jakiś niedorozwinięty?! - syknęłam widząc figlarny uśmiech Max'a. Uderzyłam go ścierką.
 - Jesteś słodka, gdy się denerwujesz. - przechylił głowę na bok.
 - Słucham? - oniemiałam. Dreszcz przeszedł mi po plecach.
 - Powiedziałem, że jesteś słodka. - mruknął mi do ucha. Stałam tam, jakbym była z kamienia.
 - Jak tu wszedłeś?
 - Nie zamknęłyście tylnego wejścia. - nadal mówił tuż nad moim uchem.
 - Mogę zadzwonić na policję i zgłosić włamanie. - wyszeptałam nadal przerażona.
 - Zrobisz to? - milczałam - Tak myślałem. - uśmiechnął się, patrząc mi w oczy i pocałował mnie. Znowu to zrobił. Starałam się go odepchnąć. Niestety był wyższy i silniejszy. Posadził mnie na blacie i wsunął się między moje nogi, tak, że teraz nie dzieliło nas prawie nic. Muskał mnie wargami. Wsunęłam palce w jego włosy i odciągnęłam jego twarz od mojej. Spojrzałam mu w oczy i powiedziałam półgłosem:
 - Przestań.
 Nie odpowiedział. Przysunął się jeszcze bliżej, spojrzał mi w oczy i ujął moją twarz w dłonie.
 - Nie potrafię. Myślę o tobie cały czas. Nie mogę spać. A jeśli już zasnę to ty mi się śnisz.
 Wahałam się. Wyglądał jakby mówił prawdę. Pocałowałam go lekko i zsunęłam się z blatu.
 - Wolałabym żeby mama nie wiedziała, że tu jesteś o tej godzinie. - powiedziałam, kierując się do frontowych drzwi.
 - Napiszę - stanął w drzwiach. Po chwili odwrócił się i chyba chciał mnie pocałować ale tylko ujął kosmyk moich włosów i nawinął sobie je na palec - Uwielbiam twoje włosy, mała. - mrugnął do mnie z uśmiechem i wyszedł. Czyli wszystko wróciło do normy. Jego uśmiech, "mała" i wieczne rozbawienie w jego oczach. Tego Max'a wolałam.
 
* * *
 
 - Mamo, idę do biblioteki! - krzyknęłam łapiąc torbę. Otworzyłam drzwi i ruszyłam chodnikiem do centrum miasta. Razem z mamą mieszkałyśmy na jego obrzeżach, więc dojście do biblioteki zajęło mi 15 minut. Weszłam do środka budynku i poczułam mój ulubiony zapach: książki. Duża księgarnia miała drugie piętro. Na parterze był labirynt półek. Przy ścianach umieszczono kanapy i fotele. Piętro było niewielkie, ponieważ na środku znajdowała się wielka dziura, przez którą można było patrzeć co dzieje się na dole. Były tam głównie kanapy i kilka stanowisk komputerowych. Weszłam między szafki. Trafiłam na dział z horrorami i wybrałam jedną z książek Stephena Kinga. Poszłam na górę i usiadłam w kącie, zagłębiając się w lekturę. Ktoś opadł ciężko obok mnie.
 - Hej! Jessie, prawda? - zapytała z promiennym uśmiechem dziewczyna.
 - Tak. My się znamy?
 - Ah, głupia ja - klepnęła się w czoło. - Jestem Diana. Dziana King.
 - Zaraz... - coś mi mówi to nazwisko. - Jesteś siostrą Max'a?
 - Niestety. Nie przyznaję się do tego.
 - Na twoim miejscu też bym tak zrobiła. A co cię tu sprowadza?
 - No właśnie on. I szkoła. Przyszliśmy odebrać książki.
 - Chwileczkę... Max tu jest?
 - Tak. Coś się stało? - zapytała zdziwiona.
 - Nie chciałabym się z nim spotkać. Wybacz mi... - zaczęłam wstając, ale mi przerwała.
 - Biegnij póki jest zajęty. - mrugnęła do mnie.
 - Do zobaczenia! - uśmiechnęłam się do niej. Zbiegłam po schodach.
 - Szlag... - zaklęłam pod nosem. Zostawiłam książkę na stoliku. Trudno. Chciałam stąd jak najszybciej wyjść, nie spotkać go i spokojnie wrócić do domu. Mama pewnie wyszła do pracy. Podobno przyjęli ją w jakimś biurze. Zapomniałam kluczy... - Cholera. - i co ja mam zrobić? Tam nie wrócę. Mogłam się gdzieś przejść. Ale gdzie? Nie znam okolicy. Może Diana zechce mnie oprowadzić? Drzwi za mną się otworzyły.
 - O.. Cześć, mała.
 - Cześć Diana - odwróciłam się ze sztucznym uśmiechem. - Cześć Max.
 - Nie udało się? No cóż.. Może wpadniesz do nasz na obiad? - zasugerowała Diana.
 - Wiesz co.. - zaczęłam.
 - Świetny pomysł siostro - uśmiechnął się Max. - Zaparkowałem niedaleko. Chodźmy.
 - Dzięki. - szepnęłam do niej, gdy chłopak nie mógł nas usłyszeć.
 - Wybacz. Może nie będzie tak najgorzej? - uśmiechnęła się słabo.
 Diana, Diana, Diana. Gorzej być nie może...
________________________________
 
Jak Wam się podoba, już IV rozdział,
z życia Jessie.? Może nie jest to
jakieś wielkie dzieło, ale mam nadzieję,
że się spodobało. Zapraszam do
komentowania, sprawdzenia poprzednich
rozdziałów i regularnego zaglądania,
moi mili.! :)
Piszcie jeśli są jakieś błędy (jestem
słaba z interpunkcji, więc może być
tego sporo xd) Jak Wam się podobają
bohaterowie.?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz