piątek, 20 listopada 2015

 - Nie wtrącaj się, gówniaro. - warknął na mnie blondyn. Spojrzałam na niego. I w tym momencie kopnął mnie w brzuch. Sapnęłam i skuliłam się. Jedyne co słyszałam to obelgi i walkę.
 Nie wiem ile czasu minęło, kiedy ktoś kucnął nade mną i lekko mnie podniósł.
 - Nic ci nie jest?
 - N-nie. Chyba nie. - powiedziałam słabo. Otworzyłam lekko oczy.
 - Jestem Max - uśmiechnął się słabo. - Spróbuj wstać.
 - Jessie... - przedstawiłam się i po chwili stanęłam na nogi.
 - Jess.. ładnie. Możesz iść?
 - Chyba tak.
 - Daleko mieszkasz?
 Wskazałam dom za nami. Spojrzał mi przez ramię i pomógł mi doczłapać się do domu. Zatrzymaliśmy się na werandzie i teraz mogłam zauważyć jak wygląda. Zielone, głębokie oczy, zadarty nos, lekki zarost. Ubrany był jak zwyczajny chłopak w moim wieku: granatowa koszulka, dżinsy i zwykłe, czarne tenisówki. Brązowe włosy miał ułożone w artystycznym nieładzie.
 - Emm.. jest ktoś u ciebie? - zapytał niepewnie, drapiąc się po karku. Dopiero teraz zorientowałam się, że się na niego gapię.
 - Sorry. Tak, jest mama. Pewnie szykuje się do spania.
 I w tym momencie frontowe drzwi otworzyły się. Stała w nich Emily w szlafroku. Patrzyła na mnie niespokojnie. Podeszła i objęła mnie.
 - Gdzieś ty była?
 - Koło domu. Mamo, to jest Max. Max to moja mama.
 Spojrzała na chłopaka i podała mu rękę.
 - Emily White. - uśmiechnęła się.
 - Max King - uścisnął jej dłoń i zwrócił się do mnie. - Ja już będę spadał.
 Zaczął odchodzić. Spojrzałam na mamę, ale ona tylko uśmiechnęła się jakby chciała powiedzieć "no idź". Zbiegłam po schodkach i dogoniłam Maxa.
 - Czekaj. - złapałam go za ramię.
 - Coś się stało? Znowu wtrącasz się w nieswoje sprawy? - uśmiechnął się pod nosem. W jego oczach dostrzegłam rozbawienie.
 - Nie - puknęłam go pięścią w ramię. - Chciałam cię prosić o numer telefonu.
 - Nie znam swojego. Może ty podasz mi? - wyjął z kieszeni marker.
 - Zawsze nosisz przy sobie flamastry czy tylko wtedy gdy idziesz się bić z kolegami żeby później wspólnie zająć się kolorowankami? - uśmiechnęłam się i założyłam ręce na piersiach.
 - Podasz mi czy nie? - podszedł bliżej.
 Spojrzałam w jego oczy, później na marker i znowu na niego. Z drwiącym uśmiechem wyrwałam mu mazak i złapałam go za rękę. Poczułam ciepło jego skóry. Przyglądał się uważnie jak zapisuję cyfry na zewnętrznej stronie jego lewej dłoni. Położyłam marker na jego ręce, zamknęłam ją i odeszłam. Nagle usłyszałam krzyk:
 - Jess! - odwróciłam się. Max machał mi i z szeroki uśmiechem wykrzyczał dalszą część tego żałosnego zdania. - Nigdy nie umyję tej ręki!
 Puknęłam się palcem w czoło, starając się żeby pokazać mu jakie to zdanie jest żenujące. Odwróciłam się i ruszyłam w kierunku drzwi.

* * *
 
 Otworzyłam oczy i zaraz tego pożałowałam. Nakryłam głowę kołdrą i głośno jęknęłam, gdy usłyszałam dzwonek telefonu. Zaczęłam macać łóżko w poszukiwaniu źródła dźwięku, którym bym teraz chętnie rzuciła o ścianę. Z przymrużonymi oczami odblokowałam telefon. Dostałam SMS'a od nieznanego numer. Zaraz... Max? Skrzywiłam się i otworzyłam wiadomość. "Ty - nowa w okolicy, ja - rycerz na białym koniu. Albo nie. Będę superbohaterem. Jesteś wolna dziś wieczorem?". Uśmiechnęłam się i odpisałam: "Mam gdzieś z Tobą iść żebyś mógł mnie zabić i wywieźć moje zwłoki do lasu? Nie dzięki.". Odpowiedź przyszła minutę później: "Miałem na myśli spacer po okolicy... ale Twój pomysł nie jest taki głupi.", sekundę później znowu napisał: "To jak?". Rzuciłam telefon na łóżko po czym przycisnęłam dłonie do twarzy. Odrzuciłam kołdrę na bok siadając na łóżku i przeciągając się. Założyłam kapcie, sięgnęłam po telefon i odpisałam: "Chciałabym się zgodzić, ale dzisiaj nie mogę...". Wsunęłam telefon do kieszeni piżamy i zeszłam na dół. Było cicho. Mama jeszcze śpi? Spojrzałam na zegar, który wskazywał 5:02. Westchnęłam i wróciłam się na górę. Wyciągnęłam z walizki białą, luźną bluzkę, granatowe, przylegające dżinsy i białe skarpetki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i spięłam moje blond loki w luźny kok. Kiedy wychodziłam z łazienki poczułam wibracje telefonu. "Czemu? Nie zrobię Ci nic złego. Chyba.."- znowu uśmiechnęłam się pod nosem: "Jestem tu od wczoraj. Mam mnóstwo rzeczy do wypakowania.". Pisząc tego SMS'a, powoli schodziłam po schodach. Weszłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki dwa jajka, kiełbasę, cebulę i wzięłam się za przygotowywanie jajecznicy. Wstawiłam wodę na herbatę. Usiadłam przy stole i delektowałam się jedzeniem. Sprawdzałam najnowsze wiadomości w telefonie, gdy nagle na ekranie wyświetliła się wiadomość: "Mogę Ci pomóc. W końcu jestem superbohaterem, mała.". Czemu wszyscy tak do mnie mówią? Nie jestem AŻ TAK mała... "Cieszę się, że chcesz uszczęśliwić mnie swoją obecnością, ale wole to zrobić sama.". Zakrztusiłam się kiełbasą, gdy przeczytałam: "Będę o 18:00.". "Halo! Czego nie rozumiesz z poprzedniej wiadomości? Spróbuję Ci to wyjaśnić jak chcesz..". Nie odpisał. Nie będzie mnie ignorował. Zadzwoniłam. Po pięciu próbach odebrał.
 - Jestem aż tak niesamowity, że tyle razy do mnie dzwonisz? - niemal wyczułam jego uśmiech.
 - Jestem aż tak niesamowita, że koniecznie chcesz spędzać ze mną czas?
 - Owszem.
 - Dobra, nieważne. Chciałam się dowiedzieć czy rozumiesz to co do ciebie piszę.
 - Rozumiem.
 - Najwyraźniej nie za bardzo.
 - Hej, nie czepiaj się. Chciałem cię bliżej poznać, a ty mnie spławiasz.
 - Nie spławiam. Po prostu dzisiaj nie mogę.
 - Pogadamy u ciebie. O 18:00. Pamiętaj. Nie mogę teraz gadać.
 - Jak to nie możesz gadać? Jest 5 rano... - spojrzałam z niedowierzaniem na ekran telefonu. Gnój się rozłączył. Spróbowałam się uspokoić. Ostatnio wszystko wyprowadza mnie z równowagi. Położyłam telefon na stole i pozmywałam naczynia. Jakoś straciłam apetyt. Wzięłam kubek z herbatą i poszłam do salonu, aby poszukać czegoś do czytania. Znalazłam powieść, która od razu mnie zaciekawiła. Opowiadała o młodej kobiecie, która wyjechała do Paryża i tam poznaje miłość swojego życia. Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie fakt, że owy mężczyzna jest mordercą na zlecenia. Usiadłam na kanapie i zagłębiłam się w lekturze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz