piątek, 20 listopada 2015


 Stanęłam przed drzwiami wysokiego, beżowego domku. Stojąc na werandzie odwróciłam się w stronę mamy, która rozmawiała z Michaelem - przyjacielem ojca.
 Tato zginął 5 lat temu w wypadku samochodowym. Bardzo to z mamą przeżyłyśmy. Kochałam tatę i brakowało mi jego cennych rad. Jego uśmiechu.
 - Jess.. nie myśl o nim. - powiedziałam szeptem do siebie.
 Ze łzami w oczach spojrzałam na duże, dębowe drzwi. Wyciągnęłam rękę i otworzyłam je.
 Korytarz był wąski, pomalowany jasnobrązową farbą. Po prawej stronie, koło drzwi, była mała szafka a nad nią wieszak. Po lewej zaś znajdowała się długa ławka obita materiałem w kolorze khaki. Na ścianach wisiało dużo obrazów i zdjęć. Na końcu korytarza był zegar z kukułką.
 Wchodząc w głąb mieszania zauważyłam, że poprzedni właściciel musiał być fotografem. W całym domu było mnóstwo zdjęć robionych koło domu, nad morzem i w górach.
 Weszłam przez pierwszy łuk po lewej. Jasna, przestronna kuchnia była wzorowana na stary styl. Piękne blaty, stół z ręcznie malowanymi wzorkami lilii. Wszystko utrzymane w kolorach brązu. W oknach zauważyłam kwiaty. Podeszłam do nich i dotknęłam liści. Wyjrzałam przez okno. Michale pomagała mamie w wyjęciu bagaży z samochodu. Uśmiechnęłam się pod nosem. Miło widzieć mamę szczęśliwą. Odepchnęłam się od okna i wyszłam przed dom.
 - Hej! Pomóc wam? - krzyknęłam z uśmiechem.
 - Kochanie, jak ci się podoba? - zapytała mama z podnieceniem.
 Podeszłam do samochodu i wyjęłam trzy duże kartony z bagażnika. Ruszyłyśmy razem do wnętrza budynku.
 - Uroczy. Podoba mi się ten stary styl. Nie zdążyłam obejrzeć całego mieszkania ale myślę, że dom jest równie piękny jak okolica.
 Mama odwzajemniła mój uśmiech. Popchnęłam lekko nogą drzwi i poczułam chłodne powietrze. Teraz zwróciłam uwagę na zapach. Wanilia. I cynamon?
 Weszłyśmy do pierwszego przejścia po prawej. Na środku stała duża kanapa, a po obu jej stronach były fotele. Pod ścianą znajdował się duży telewizor na zdobionej szafce. Cały pokój otaczały półki z książkami.
 - Nie myślałam, że będzie aż tak ładny. - powiedziała mama odkładając kartony na stolik do kawy. Rozejrzała się po pomieszczeniu i spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
 - Mamo?
 - Jestem taka szczęśliwa - przytuliła mnie mocno. - Zaczynamy nowy rozdział w życiu, córciu. Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham.
 - Ja ciebie też, mamo. - objęłam ją jeszcze mocniej.
 - Wybaczcie, że przeszkadzam - zaczął niepewnie Michael. - ale chciałem się pożegnać.
 - Ach, Michael. Dziękuję ci. Dziękuję za wszystko co dla nas robisz. - powiedziała mama podchodząc do mężczyzny. Stanęła przed nim, spojrzała mu w oczy i uściskała.
 - Nie ma za co dziękować, Emily.
 Rozmawiali jeszcze przez chwilę. Nie chciałam im przeszkadzać. Wyszłam na dwór i zabrałam się za znoszenie kartonów.
 Po jakiś 20 minutach wszystko znalazło się w środku domu. Opadłam z westchnieniem na kanapę. Mama siedziała w kuchni i zabrała się za robienie obiadu. Usłyszałam odchrząknięcie. W drzwiach stał Michael. Opierał się o framugę z rękoma na piersi.
 - Cześć. - powiedziałam.
 - Przyszedłem się z tobą pożegnać. Zaraz jadę. Wszystko zabrałaś z samochodu?
 - Tak. Chyba... - zastanowiłam się. - Tak, raczej tak.
 - Dobrze. W takim razie do zobaczenia, młoda. - puścił mi oczko i uściskał mnie.
 - Do zobaczenia, stary. - uśmiechnęłam się do niego. Pogroził mi palcem i wyszedł.
 Postanowiłam obejrzeć zawartość pudeł, które leżały naprzeciwko mnie. Cholerne pudła. Widziałam jak śmieją mi się w twarz. Niby zwykły karton a tyle problemów. Westchnęłam zrezygnowana i zajrzałam do jednego z nich. Niektóre kartony były podpisane. Obejrzałam pakunek dookoła. Z boku zauważyłam napis: "Jessie". Odłożyłam go na bok i wzięłam kolejne.
 Segregowanie zajęło mi sporo czasu. Spojrzałam na zegar. Jego wskazówki mówiły, że jest już późno. 20:39. Planowałam przejść się po okolicy ale chyba nic z tego.
 - Jessie! - usłyszałam krzyk mamy.
 Ruszyłam w kierunku kuchni. Ach.. Ten zapach. Emily kładła talerze na stół. Kiedy mnie zauważyła, wskazała na krzesło i zaczęła:
 - Dziękuję, że zajęłaś się wypakowaniem...
 - Nie dziękuj. - przerwałam jej.
 - Chciałam ci to wynagrodzić i zrobiłam lasagne - ukłoniła się teatralnie z talerzem wypełnionym pysznym jedzeniem. - Bon appétit.
 - Jezu. Kocham cię! Kocham, kocham, kocham! - krzyknęłam i ze śmiechem objęłam ją jak najmocniej.
 - Córciu, wiem, że mnie kochasz. - wybuchłyśmy głośnym śmiechem. Zdjęła rękawicę kuchenną i odwzajemniła uścisk.
 Po zjedzonej kolacji zabrałam kartony, które były podpisane moim imieniem. Ruszyłam w głąb korytarza i weszła po schodach, które skrzypiały pod moim ciężarem. Mały, kwadratowy korytarz miał dwie pary drzwi. Podeszłam do tych po lewej i odepchnęłam je lekko nogą. Na środku dość dużego pomieszczenia stało dwuosobowe łóżko z milionem poduszek. Miękki koc okrywał pościel. Firanki, w kolorze jasnego różu, przepuszczały tylko niewielką ilość srebrnego światła. Po prawej stornie od drzwi stała szafka na ubrania. Postawiałam na niej pudła i rozejrzałam się. Po drugiej stronie pokoju stało biurko a koło nich były drzwi... drugie. Czy to łazienka? Podeszła do nich szybkim krokiem i je uchyliłam. Tak. Łazienka. Moja łazienka.
 Nagle usłyszałam podniesione głosy. Wyjrzałam przez okno i zauważyłam dwóch chłopaków, mniej więcej w moim wieku, którzy się kłócili. Nagle jeden z nich uderzył pięścią drugiego. Blondyn, który został ofiarą, potarł szczękę i oddał szatynowi. W jednej sekundzie zwykła kłótnia przerodziła się w bójkę.
 Nie zastanawiając się, wybiegłam z domu. Prawie przewróciłam się na schodach ale nie zwolniłam. Pobiegłam na tył domu i znalazłam się obok małego lasku.
 - Hej! Chłopaki! - krzyknęłam. Podbiegłam i spróbowałam ich rozdzielić.
 - Nie wtrącaj się, mała. - powiedział blondyn z uśmiechem na twarzy. Jego klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała.
 - Do nikogo nie masz szacunku?! - ryknął szatyn i już chciał ponownie uderzyć Pana Uśmieszka. Szybko stanęłam przed nim z wyciągniętymi rękoma.
 - Stój! - krzyknęłam. Przeniósł wzrok na mnie i momentalnie złagodniał. Czyjeś dłonie złapały mnie za ramiona. Poczułam wilgotną trawę na twarzy.
________________________________________________________________

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz